21 października 2018: Jesienny obóz pracy

Cóż, począwszy od początku października, stajenny mocno ograniczył pracę w stajni, gdyż znalazł inną – lepszą pracę. Na szczęście zachował się fair i chociaż wypowiedzenie nastąpiło bez uzgodnionego terminu, to jednak 2 – 3 razy w tygodniu przychodzi i w pełni wykonuje swoje obowiązki. Inaczej mój „jesienny obóz pracy” mógłby mnie wykończyć. Jazdy konne (ostatnio bardzo nieregularne), codzienna obsługa stajni, zajęcia na uczelni, prowadzone w stajni inwestycje oraz życiowe niespodzianki wymagające czasami wyjazdu lub nieoczekiwanej zmiany planów zajmowały mi ostatnio tyle, że nawet nie miałem ani czasu ani chęci siadać do jakiegokolwiek pisania.
Od dzisiaj sytuacja się nieco ustabilizowała. Inwestycje usprawniające zakończone. Automatyczne dozowniki paszy zamontowane we wszystkich boksach zadziałały prawidłowo już wczoraj wieczorem. Dzisiaj rano pasza jeszcze była podawana o 6.30, ale od jutra karmienie poranne będzie o 5.30. Południowe zostaje bez zmian o 13.05, a wieczorne o 20.30. Maty i trociny oznaczają mniej odchodów do wywożenia. Siano w siatkach mniej czasu i śmiecenia przy zadawaniu paszy objętościowej. Uszczelnione ogrodzenia zewnętrzne nie wpuszczają już dzików i wybiegi nie są zryte, utwardzone i podniesione podłoża w wiatach zapewniają koniom suche miejsce nawet, jeśli wokół będzie błoto, a wodne kurtyny pozwolą się koniom schłodzić, jeśli będą upalne dni. Wszystko to razem wzięte oznacza przede wszystkim mniej czasu poświęcanego na bieżące prace stajenne, a także możliwość wykonywania znaczniej większej liczby działań w dogodnym dla mnie momencie. Oznacza to również brak lub znaczniej mniej pracy wieczorem, co w kontekście, gości, wizyt znajomych, wyjść do kina czy teatru jest cenne, gdy zabraknie stajennego.
Co prawda na razie między bajki mogę włożyć, zaplanowany na początek przyszłego roku, wyjazd do Iranu, ale może coś wymyślę. Może też znajdzie się ktoś chętny do zajmowania się stajnią w większym zakresie czasowym i przez dłuższy czas. Zobaczymy. Teraz muszę wrócić do regularnych jazd zarówno na Impi, jak i na Bumerze.

2 października 2018: Nowości w stajni

Skakałem w środę, ale nie szło dobrze. Wszystkie pojedyncze skoki na poziomie 130 i 120 cm wychodziły dobrze, ale nie szeregi. Nie chciała wchodzić w potrójny 120 cm szereg. W ostatnią sobotę zdecydowałem się nie skakać treningowo, przez co najmniej kolejne 2 tygodnie. Pozostałe treningi i jazdy terenowe pozostają bez zmian.
Bumer, jak zwykle chodzi w teren. Ostatnio trzy razy w tygodniu i z werwą godną znacznie młodszego konia solidnie galopuje po lasach.
Jest to również okres dalszych zmian w stajni. Na wybiegach zamontowane zostały kurtyny wodne mające za zadanie schładzać konie w bardzo gorące dni, jeśli oczywiście zechcą podejść i „wziąć prysznic” Następne cztery dozowniki owsa zostaną zamontowane w ciągu najbliższych dni, co pozwoli na zmianę systemu karmienia koni i wydłużenie czasu ich przebywania na wybiegach. Ponadto w stodole czekają już gumowe maty, które zostaną rozłożone we wszystkich boksach. Nadal, teraz już dla całej szóstki koni, stosujemy ściółkę z wiórów.
Czynimy również przygotowania do zimy. Obornik wywieziony, niemal całe zimowe zaopatrzenie już zrobione. Czekamy na marchew, która przyjedzie zapewne pod koniec października. W pierwszej połowie października cała szóstka koni zostanie odrobaczona. Wybiegi już są prawie w całości wysprzątane z odchodów. Część koni, na którą przypada kolej, będzie zaszczepiona przeciw grypie tydzień po odrobaczeniu.

22 września 2018: Dzisiejsze skoki

Hmm, moje poczucie pewności na początku dzisiejszych skoków było raczej na niskim poziomie. Tym niemniej nie oparłem się pokusie i pozostawiłem 130 cm mur oraz postawiłem 130 cm stacjonatę. Tylko okser miał wysokość 120 cm i 110 cm szerokości. Dodatkowo była 120 cm stacjonata i koperta w celach rozgrzewkowych. Brak szeregów oraz jedna linia z dużym dystansem między przeszkodami spowodowały, iż poziom trudności skoków było o niebo niższy niż tydzień temu i w efekcie nie miałem żadnych trudności. Wszystkie przeszkody skoczyłem poprawnie i czysto, chociaż odskok do oksera wypadł nieco za blisko (140 cm), przez co nieco zawiśliśmy nad przeszkodą, ale z dokryciem nie było kłopotu. No a do 130 cm stacjonaty wyszło z kolei nieco za daleko – 2,1 m, z lądowaniem 2,8 m za przeszkodą. Ten ostatni najazd spowodował też jazdę na 7 foule do muru, bardzo szerokim łukiem i w efekcie skok nad murem pod znacznym kątem. O dziwo Impi nawet się nie zawahała. Trening był krótki. Oddałem 11 skoków, wliczając w to 4 nad kopertą. Jednak rezultat jest pozytywny – moje poczucie pewności w siodle odrobinę wzrosło i mam nadzieję, że Impi również.
Przy okazji, zapomniałem poprzednio napisać, iż w czwartek również skutecznie skakałem, ale tylko dwukrotnie nad 110 cm kłodą na zewnętrznej ujeżdżalni.
W czwartek CAM10_20180920101500_15693107
W sobotę CAM07_20180922100105_15977809 i CAM07_20180922100200_16011973

21 września 2018: Dni po

We wtorek zamierzałem wsiąść na Impi i pojeździć, ale po nocy prawy przód miała spuchnięty w stawie nadgarstwowym z wyraźnym śladem przecięcia skóry. Do tego guz na głowie między uszami. Impi krążyła nerwowo po boksie i posikiwała. Zresztą nie ona jedna. Sytuacja jasna. Na szczęście nie kulała, co sprawdziłem na lonży. Dostała dzień wolnego, a ja pojechałem w teren na Bumerze. Przyjemny, choć bardzo spokojny teren pokazał, iż Bumerowi już nie za bardzo chce się szybciej galopować.
W środę guz na głowie Impi prawie zniknął, podobnie jak opuchlizna na nodze. Osiodłałem więc Impi i zrobiłem krótką jazdę na ujeżdżalni, podobnie jak w czwartek i dzisiaj, za każdym razem nieco dłuższą i bardziej wymagającą. Jutro powrócimy do treningu skokowego, ale zapewne nie postawię nic wyżej niż 120 cm.
Dzisiaj Bumer znowu był w terenie. I był znacznie bardziej chętny do galopów po lasach.