22 stycznia 2018: Odrobina radości

W niedzielę osiodłałem Impi. Była spokojna i przy wsiadaniu stała nieruchomo, tak jak to robi zazwyczaj. Nie zapomniała więc dobrych manier. Nie byłem tym specjalnie zaskoczony, gdyż dzień wcześniej zrobiłem jej korytarz z 4 in/outów oraz zasadniczych stacjonaty i dublebara (7,6 m pomiędzy nimi), które podnosiłem odpowiednio do 130 i 120/135 cm (120 cm szerokości). Było nieźle, ale od czasu do czasu zsuwający się z dachu hali śnieg denerwował ją i dekoncentrował. W efekcie delikatnie trąciła górny drąg najwyższej stacjonaty i spadł.
Moja jazda, pierwsza po miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją była przyjemna. Impi była posłuszna, ja nie czułem żadnego bólu, więc zrobiliśmy wszystkie chody i po 40 minutach bezpiecznie zsiadłem. Dwa korytarze i niemal codzienne lonżowanie dało rezultaty. We wtorek powtórka, no i osiodłam także Bumera.

15 stycznia 2018: Po kontuzji

No cóż, nie ma bólu, ani nietypowych ograniczeń w ruchu nogi po urazie. Wygląda to dobrze. Myślałem, że przed wyjazdem do Chile nie wsiądę już na konia. Teraz wydaje mi się, że będzie to jednak możliwe i uda mi się pojeździć na obu moich koniach, rozpoczynając za tydzień lub dwa.
Nic specjalnego nie wydarzyło się w minionym tygodniu w stajni. Żadnych chorób ani urazów. Jest zimno, grunt zamarznięty, śniegu brak, ale konie chodzą na wybiegach do zmroku codziennie. Jeźdźcy dosiadają swoich koni częściej niż miało to miejsce w czasie Świąt. Tylko moje rumaki nie są siodłane. Impi pracuje na lonży, zarówno na płaskim, jak i na drążkach oraz cavaletti. Oboje wraz z Bumerem maszerują w karuzeli przez około dwie godziny dziennie, dwukrotnie po godzinie. Następny korytarz skokowy Impi będzie miała w najbliższą sobotę (poprzedni był ponad tydzień temu). Spróbuję ustawić nieco wyżej niż ostatnio.

7 stycznia 2018: Po kolejnym tygodniu

Ból w pachwinie zniknął. Wielki siniec, który ostatecznie sięgnął od pachwiny aż do kostki stawu skokowego prawie zniknął, tylko miejscami są jeszcze brudno żółte plamy. Zakres ruchu mojej prawej kończyny nie jest jednak pełny, tak jak przed kontuzją, ale poruszam się z łatwością i bez ograniczeń. Aktualne leczenie, oparte o nagrzewanie nogi lampą sollux, wcieranie maści z arniką (heparyna już odstawiona) oraz terapię laserową, przyniosło pozytywne rezultaty. Jednak na jazdę konną jest wciąż za wcześnie.

Impi, od minionego wtorku pracuje na lonży. Oczywiście lonżuję ją na wypinaczach, skracając je w trakcie pracy. Działa to całkiem dobrze, poza pierwszym dniem, gdy Impi była pobudzona, klacz chodzi każdym chodem spokojnie, rytmicznie i chętnie wykonuje polecenia, w tym komendy wydawane głosem. Przejścia także wychodzą dobrze niezależnie od strony, na którą idzie klacz. Wczoraj urządziłem jej skoki w korytarzu. Zaczynając od drągów leżących na podłożu, aż po końcowy szereg złożony z czterech przeszkód skok-wyskok (koperty 80 cm i stacjonata 90 cm, ustawione co 3m) z odległością 7,2 m do stacjonaty o wysokości 125 cm i po 7,5 m do dubelbara o wysokości 125 na 130 cm, o szerokości 120 cm. Impi żując wędzidło, skakała czysto, chętnie, z łatwością i nienaganną techniką. Do tego bez wahania i konieczności jakiegokolwiek popędzania. Hm, gdyby tak skakała ze mną na grzbiecie byłbym szczęśliwy. Dwa zdjęcia, marnej jakości z systemu monitorującego, ze skoków nad końcową stacjonatą i dubelbarem są w galerii Impi.

30 grudnia 2017: Tydzień później

Ból wydatnie się zmniejszył i towarzyszy mi tylko, gdy źle postawię nogę. Wielki siniak rozszerzył się od pachwiny do miejsca sporo poniżej kolana i przemieścił się na tylną część uda. Mogę swobodnie chodzić, ale zakres ruchu i długość kroku mam ograniczone. Lekarz, u którego byłem wczoraj, po badaniu powiedział, że za dwa – trzy tygodnie siniak zniknie, a za miesiąc powinienem poczuć się i chodzić znacznie lepiej. Jeśli tak się stanie, to będzie też czas na większą fizjoterapię ruchową. Jednak jazda konna nie wcześniej niż za jakieś 6 tygodni. Zatem nienajgorzej, powinienem odzyskać sprawność akurat na wyjazd. Teraz, smarowanie maściami z heparyną i z arniką, rozgrzewanie i zabiegi laserem. Do tego ćwiczenia izometryczne z napinaniem ścięgna. Wszelkie inne leki odstawiłem.
Od wtorku zaczynam treningi z Impi, ale z ziemi. Biedna „panna” ma o około 50% ograniczoną porcję dzienną owsa, ale ma za to kilka dni odpoczynku.
Ścięgno Bumera, w badaniu USG, wygląda dobrze. Bumer mógłby rozpocząć lekką pracę pod siodłem, ale w zamian chodzi dwa razy dziennie do karuzeli, podobnie jak Impi. Wszystkie konie spędzają czas na wybiegach począwszy od 8 rano do 4 po południu, z wyjątkiem czasu spędzanego w karuzeli i w boksach, na lunchu, zaczynającym się o 13.00.
Ruch w stajni, w święta, trochę się zmniejszył. Angelika wyjechała do domu, Karolina przyjeżdża rzadziej. Tylko Kornelia ćwiczy codziennie.