Życie w zamknięciu

Wirus wstrzymał większość zewnętrznych aktywności. Faktycznie, jako wyjście z domu, zostały nam tylko zakupy wykonywane raz w tygodniu. Na szczęście jest sporo ważnej i potrzebnej pracy w stajni i domu, co wymaga fizycznego wysiłku i zabija potencjalny nadmiar czasu. Chociaż zajęcia ze studentami prowadzę on line, dużo więcej czytam i rozmawiam z przyjaciółmi przez Internet, to jest to siedząca praca. Ale stajnia i konie dają wytchnienie. Teraz można docenić życie na wsi i posiadanie przestrzeni. Codziennie konie niemal od świtu do zmierzchu przebywają na padokach. Wyjątkiem jest oczywiście czas spędzany w karuzeli i pod siodłem. Bumer 25 marca „świętował” swoje 22 urodziny i od tej chwili jest na emeryturze i nie będzie już nigdy dosiadany. Impi miała 3 tygodnie wolnego z powodu mojego wyjazdu do Tajlandii, Malezji i Singapuru. Obniżyłem jej normę żywieniową i zmniejszyłem obciążenia treningowe przed wyjazdem. I chociaż wyjazd nie doszedł do skutku, to wolne pozostało. Ostatni tydzień trenowałem Impi z ziemi. Od wczoraj chodzi już pod siodłem. Nie sądzę, abyśmy szybko zaczęli skakać, ale jeździć będę regularnie. Brakuje mi terenów i długich pięknych galopów po lasach. Tym niemniej rozkład prac stajennych nie uległ zmianie. Zaczynam nieco przed 7.00 tak, aby o siódmej konie maszerowały już w karuzeli. Spędzają tam godzinę, a ja w tym czasie sprzątam stajnię. Potem Bumer maszeruje na wybieg, a my z Impi przygotowujemy się do jazdy i jeździmy. O zmroku sprowadzam konie i potem jeszcze o 22 robię szybkie i krótkie sprzątanie tak, aby stajnia na noc została w pełni czysta.
W ostatnią niedzielę włączyłem wodę na wybiegach, ujeżdżalniach i w karuzeli. We wtorek podałem koniom pastę do odrobaczenia, a w następny wtorek zostaną zaszczepione.
Jest sucho, a to źle. Dobrze jest jedynie dla produkcji prądu z naszej fotowoltaicznej mikro elektrowni.