Tydzień po

Wreszcie mogę normalnie jeździć, skakać i samodzielnie oraz spokojnie i niespiesznie robić inne rzeczy w stajni. Jazdy na Impi stały się regularne. Raz w tygodniu sesja skokowa, cztery razy tygodniowo praca na płaskim lub nad drągami. A jeśli pogoda pozwala, raz w tygodniu, zazwyczaj w niedzielę, Impi idzie w teren. Dzisiaj nie poszła i miała dzień zupełnie wolny. Wczoraj skakałem nad przeszkodami 120 – 130 cm, ale nie ustawiłem żadnego szeregu. Poszło dobrze, w tym okser 120 cm wysokości, mający tyleż samo szerokości. Co prawda odbicie wypadło 2,3 m przed przeszkodą, a lądowanie 2,1 m za przeszkodą, ale Impi szła pewnie i dynamicznie do każdej przeszkody. Czasami nieco za szybko, owocem tego była jedna zrzutka na 120 cm stacjonacie. 130 cm był mur i wszystkie skoki były czyste, w tym te w sekwencjach po i przed kolejnymi przeszkodami.
Bumer ma się znacznie lepiej. Zapewne w przyszłym tygodniu wezmę go z powrotem, delikatnie pod siodło.
Przygotowania do zimy całkowicie zakończone. Nawet chlorek magnezu rozsypany w hali i w karuzeli, więc mam nadzieję, że tak jak w zeszłym roku, nawierzchnia nie zamarznie pomimo jej dużej wilgotności i mrozów na zewnątrz.
Poranna obsługa stajni z dwoma końmi zajmuje teraz mniej niż godzinę. W jej zakres wchodzi wyprowadzenie koni do karuzeli i potem na wybiegi, sprzątnięcie boksów, załadowanie siatek sianem, dosłanie, jeśli trzeba i dosypanie paszy treściwej do dozowników (raz na 3 – 4 dni trzeba). Poza ww. czynnościami potrzebuję jeszcze dwa razy po 5 minut na podanie paszy treściwej koniom na padokach (nie schodzą na południowe karmienie do boksów) i sprowadzenie ich do stajni o zachodzie słońca. W tym łatwo czasami zastępuje mnie żona. W przyszłym roku, wiosną przeniosę dwa automaty do karmienia na wybiegi i tym samym odpadnie codzienne zadawanie paszy, ale przede wszystkim konieczność obecności w stajni w tym czasie.