Dni po

We wtorek zamierzałem wsiąść na Impi i pojeździć, ale po nocy prawy przód miała spuchnięty w stawie nadgarstwowym z wyraźnym śladem przecięcia skóry. Do tego guz na głowie między uszami. Impi krążyła nerwowo po boksie i posikiwała. Zresztą nie ona jedna. Sytuacja jasna. Na szczęście nie kulała, co sprawdziłem na lonży. Dostała dzień wolnego, a ja pojechałem w teren na Bumerze. Przyjemny, choć bardzo spokojny teren pokazał, iż Bumerowi już nie za bardzo chce się szybciej galopować.
W środę guz na głowie Impi prawie zniknął, podobnie jak opuchlizna na nodze. Osiodłałem więc Impi i zrobiłem krótką jazdę na ujeżdżalni, podobnie jak w czwartek i dzisiaj, za każdym razem nieco dłuższą i bardziej wymagającą. Jutro powrócimy do treningu skokowego, ale zapewne nie postawię nic wyżej niż 120 cm.
Dzisiaj Bumer znowu był w terenie. I był znacznie bardziej chętny do galopów po lasach.