Święta

Od wczorajszego wieczoru pada. Konie chodzą w karuzeli. Wielka Niedziela, nikt nie jeździ. Skakałem na Impi, wczoraj i tydzień temu – pierwszy raz po półtoramiesięcznej przerwie. Pierwsze skoki to 95 cm, a wczoraj 110 – 120. Ładnie pracuje, wygląda na szczęśliwą, kiedy strzela baranki po skoku (na razie wszystko wysiedziałem). Drągów nie puka, nawet nie dotyka. Niestety jak zwykle próbuje ominąć przeszkodę, gdy jej coś nie pasuje i niestety czasami się jej to udaje. Jeżdżę na niej 5 dni w tygodniu, w tym jeden trening skokowy. W przyszłym tygodniu okaże się, czy po przerwie jest lepiej niż przed. Będą szeregi.
Bumer rzadko pracuje pod siodłem. Nie ma pogody na wyjazdy w teren, więc jeździmy albo w hali, albo na zewnętrznej ujeżdżalni. Wciąż jeszcze chce mu się kłusować i galopować, ale czuję już jego 20 lat. Szkoda, że nie popędzimy jak przed laty. Pamiętam te wspaniałe, 2 – 3 km galopy w tempie ponad 800 m/min. Pamiętam wiatr we włosach i jego rozwianą grzywę, zapach końskiego potu i tętent kopyt. Brakuje mi tego. Pamiętam też jego spokój czy to w lesie, czy na polach, wśród innych koni, czy nawet przy innych zwierzętach. Pamiętam nasze wspólne samotne galopy przy świetle księżyca, a czasami wyścigi z towarzyszącymi mi jeźdźcami. Niestety, to już przeminęło przynajmniej dla niego … być może.