Głupota

Święta spędzam w łóżku. Mały ból w pachwinie stał się dużo większy. Oczywiście, pomimo urazu – lekkiego, nie mogłem sobie odmówić jazdy konnej a nawet skakania. Dwudniowa przerwa, to już było za dużo, więc we wtorek wsiadłem na Impi. Spokojnie, wręcz delikatnie pojeździliśmy i było w porządku. W środę i czwartek powtórki i nieco odważniej, ale bez problemów. Piątek okazał się trudny. Pomocnik zapił i nie przyszedł, więc wkurzony musiałem go zastąpić, ale i tak pojeździłem. W sobotę postanowiłem poskakać, pomimo zdenerwowania całą sytuacją i lekkich, ale jednak problemów z pachwiną, rozstawiłem przeszkody. I to był poważny błąd. Rozgrzewka poszła dobrze. 140 cm mur także, ale w 120 cm szeregu na jedno foule (7,5m), Impi, która i tak potrafi mi uciec, nie trzymana porządnie łydkami i ze mną z lżejszym przyłożeniem kolan do siodła, po prostu uskoczyła w lewo po pierwszej przeszkodzie. Ból, w prawej pachwinie, był silny i ostry, krzyknąłem, a przestraszony koń zaczął galopować wokół hali coraz szybciej. Leżałem na szyi starając się zapanować nad bólem i pozostać w siodle. Na szczęście Impi zatrzymuje się na głos, więc gdy go odzyskałem i całkowicie poluzowałem wodze zatrzymała się. Nie wylądowałem zatem w piachu, ale na SORze w najbliższym szpitalu. Teraz nie mogę chodzić, odczuwam ból w prawej pachwinie, udo jest znacznie grubsze i już fioletowe. Usta mam pełne tabletek, a ciało pokłute zastrzykami. Następna jazda konna nie zapowiada się wcześniej niż za dwa miesiące, a i to będzie dobrze. Jeśli nie, to nie mógłbym jeździć w Chile i nie bardzo wiedziałbym … co z tym zrobić. Obawiam się jednak, że to będzie długa przerwa.